Listopadowe święto nastraja do zadumy nad życiem i pobudza do zadawania sobie egzystencjonalnych pytań. Patrzę na spieszących się, albo stojących w gigantycznych korkach przed cmentarzami ludzi i zastanawiałam, czy są świadomi tego, w czym uczestniczą i co czynią. Chyba nie. Uwikłani w konwenanse, są „w ślepym, owczym pędzie” przymusu odwiedzenia w tym właśnie dniu grobów swoich bliskich. Przecież, na zdrowy rozum, jeżeli ktoś regularnie tam bywa, to nie musi akurat dzisiaj tego robić. Nie musi niczego udowadniać, robić na pokaz; a wydaje się, że znaczna część naszego społeczeństwa pojawia się tylko z tego powodu. Pamięć o tych, którzy odeszli – najbliższych, ukochanych – nosi się codziennie, głęboko w sercu. Przez 365 dni w roku. Nie zastanawiający się nad tym w ogóle, dają się łatwo zmanipulować komercjalizacją „nakazującą” pojawić się obowiązkowo (oczywiście z  załącznikami), ku wielkiej radości zbijających na tym kokosowe interesy sprzedawców zniczy i chryzantem. Najważniejsza informacja: „w tym sezonie” na topie są  t a k i e  znicze. Nieważne, że trzy razy droższe; postaw się a zastaw się!  Komu ta „moda” służy, a przede wszystkim: co ma wspólnego ze   s z c z e r ą   pamięcią zmarłych…. Nie chcę być źle zrozumiana, ale zaczyna to przypominać „festiwal bożonarodzeniowy”, który w wielu sklepach zaczął się zaraz po Święcie Zmarłych. Już od dawna próżno by szukać tam Boga.

święto zmarłych 2 święto zmarłych 1 swieto_zmarlych 1