……… jeszcze wtedy pracowałam; i radzę każdemu: PRACUJ JAK NAJDŁUŻEJ, jak tylko dasz radę !  To wspaniałe antidotum na chorobę; zmusza cię do samodyscypliny, do rannego wstawania, makijażu (kobiety), a przede wszystkim – jesteś wśród ludzi ! Tego nam trzeba; w towarzystwie zapominasz  o swoich bolączkach, spotykacie się w pubach, chodzicie do kina, itp. Jak masz doła, jest się komu wygadać…. . A jak praca sprawia ci mnóstwo satysfakcji i  „cię kręci” to już pełne szczęście. Cieszysz się ze swoich sukcesów i ………. choroba dużo wolniej postępuje. Rajcująca praca to  endorfiny, serotonina – taki swoisty „Solumedrol”, który sam sobie aplikujesz. A propo’s: źle robią ci, którzy po diagnozie zamykają się w czterech ścianach. Ja zrobiłam ten błąd,; dlatego dobrze ci radzę – wyjdź do ludzi ! Może nie od razu do towarzystw zrzeszających Sm-owców ale na pewno nie zostawaj sam ze swoimi  myślami. Nie wiem, czy spotkało cię to co mnie: diagnoza weryfikuje „przyjaciół”, jest swoistym probierzem, na kogo tak naprawdę możesz liczyć……. Często okazuje się, że to nie są ci, za lojalność których „wcześniej” mógłbyś ręczyć……. Ale też nagle osoby, za których nie dałbyś 5 groszy, stoją za tobą murem i są wielkim oparciem. Oby jak najwięcej takich osób w twoim otoczeniu  i takich miłych zaskoczeń.