Chciałam parę słów napisać o  „matce chrzestnej” mojego BLOGa; kobiecie – a tak naprawdę młodej, dynamicznej, ślicznej dziewczynie – która wykreowała szatę graficzną i wszystko, dzięki czemu mogłam zaistnieć w sieci. Nie znałyśmy się wcześniej, pierwsze kontakty przebiegały drogą mailową; tym bardziej z wielkim podenerwowaniem siedziałam przed komputerem, kiedy miała pokazać mi swoją propozycję. Wóz albo przewóz – pomyślałam sobie. Albo od razu utrafiła ( na podstawie moich sugestii i opisów, czego oczekuję ) w to, „co mi w duszy gra”, albo……. ciężko mi będzie  wytłumaczyć. Godzina zero, otwiera i….. moim oczom ukazuje się coś w kolorystyce, kształcie, energii bijącej i powalającej , „absolutnie moje, prosto z serca i mojej duszy”. Bingo!!!  Intuicyjne pokrewieństwo?  Po raz pierwszy ktoś, kogo nie poznałam osobiście, bezbłędnie  mnie rozszyfrował i idealnie odczytał moje pragnienia i oczekiwania co do wyglądu mojego BLOGa i jego głównego przesłania. A teraz, ucząc się obsługi, administrowania i zarządzania jestem pod wielkim  wrażeniem profesjonalizmu Pani Joli, jej zaraźliwej pasji tworzenia i chęci sprostania moim pomysłom, aby je „przełożyć” na możliwości  techniczne Internetu. Dla niej wszystko jest możliwe, wszystko da się zrobić!  Jak  dobrze, że właśnie Ją spotkałam na swojej ścieżce życia. Słowa podzięki i uznania kieruję też w stronę Pani Magdy, która razem z Panią Jolą była pierwszym recenzentem moich , jeszcze nieporadnych,  postów. Przyczyniłyście się do tego, ze odważyłam się je zamieścić.  BARDZO DZIĘKUJĘ – wielkie litery to nie wyraz mojego krzyku, ale najwyższego uznania……

 

tulipany kosz II