Za mną fantastyczna jesienna przygoda! Otóż jeszcze latem wzięłam udział w konkursie pewnego Towarzystwa Ubezpieczeniowego i wyobraźcie sobie, że zostałam jego laureatką! W nagrodę dostałam voucher do SPA Nałęczów. W Nałęczowie nigdy nie byłam, ale bardzo chciałam pojechać, bo wielokrotnie jeździł tam mój tata – sercowiec i nadciśnieniowiec – i jego zachwytom nad urokami tego uzdrowiska nie było końca. Rewelacyjnie „wytypowałam” termin wykorzystania vouchera – trafiłam na słoneczną, ciepłą, mieniącą się wszystkimi kolorami jesieni aurę. Voucher był do wykorzystania dla dwóch osób, zabrałam ze sobą moją PRZYJACIÓŁKĘ, wyjątkową dla mnie osobę.

 Już droga dostarczyła nam niepowtarzalnych widoków lasów, mieniących się wszystkimi odcieniami żółci, pomarańczu, czerwieni, rudości i brązów. Agatka zafundowała mi niespodziankę; zabrała mnie do Kazimierza n/Wisłą bo stwierdziła, że być tak blisko i go nie zobaczyć……. byłoby niewybaczalne! Miała rację; Kazimierz mnie oczarował; coś a`la krakowski Kazimierz, miejsce ze specyficznym klimatem. Mnóstwo ludzi, ruch jak na Świętokrzyskiej, zajete wszystkie kawiarniane stoliki, spacerujących i podjadających wszechobecne „kazimierzowskie kogutki” – symbol miasteczka – tłumy. Przepiękne, mające mnóstwo uroku kamieniczki, uliczki, zaułki…… Oczywiście mój kawowy nos bezbłędnie nas zaprowadził do znakomitej, przytulnej kawiarenki z domowym ciastem, gdzie KAWA była sporządzana chyba na sto sposobów. Smakowała – klękajcie narody, ciasto – niebo w ….buzi!. A potem wyjątkowy obiad: naleśniki z mąki gryczanej z nietuzinkowym farszem, zawijane niestandardowo. PYCHA!  Żal było opuszczać to piękne miasteczko. Ale czasu nie zatrzymasz……….

Nałęczów, typowe uzdrowisko. Nasz hotel – z wyższej półki, bardzo miła obsługa, chcąca nam nieba przychylić. I faktycznie, przez kilka godzin w SPA, poczułam się komfortowo: relaksujące zabiegi (kąpiel z hydromasażem i aromaterapią – przy świecach!), DETOX, a potem „dopieszczenie” w salonie kosmetycznym. Poczułam się jak młoda boginka. Jednak kobieta od czasu do czasu tego potrzebuje, aby się lepiej poczuć.

Wieczorem poszłyśmy do Karczmy Nałęczowskiej, którą z „Kuchennymi rewolucjami” odwiedziła Magda Gessler. Warto było; dziczyzna, którą zachwalała, smakowała wybornie!

A teraz bardzo chciałam podziękować Agatce, ze spędziła ze mną  te „magiczne chwile”. Jest dla mnie jak siostra, rozumiemy się w pół słowa. Tak samo pojmujemy świat; te same autorytety, książki, rzeczy, wartości, są dla nas istotne. Podczas podróży wspólnie odkryłyśmy kilka wyjątkowych miejsc, m.in. kawiarenkę „Ewelina”, gdzie ze swoimi czytelnikami, w każdy wtorek, spotyka się Maria Szyszkowska – profesor zwyczajny i wykładowca na Uniwersytecie w Wiedniu, na Wydziale Filozoficznym. Jest autorką ponad trzydziestu książek, w których przywołuje do życia filozofię codzienności; -  „Nie ma postawy bardziej nagannej niż głoszenie poglądów odległych od własnych przekonań”. „Konieczna jest życzliwość dla prawd innych niż nasze”. Autorka tych mądrych słów otrzymała wiele nagród za szerzenie tolerancji. To nie przypadek, że właśnie do tej kawiarni zawędrowałyśmy……      I wyszłyśmy wzbogacone o jej inspirujące książki.

Agatce jestem tym bardziej wdzięczna, że chcąc jechać ze mną musiała – CHCIAŁA poprzestawiać swoje plany, a jest osobą niezwykle zajętą……  Oby jak najwięcej takich „dobrych aniołów”  w waszym otoczeniu, dzięki którym życie staje się znośniejsze, prostsze i wielowymiarowe. Ja mam szczęście mieć dużo takich osób, to m. in. Ala, Grażynka, Martusia, Krysie, Małgosie, Renia, Danusie………..DZIĘKUJĘ WAM, że jesteście!

Zdjęcie0224 Park Nałęczów Zdjęcie0088 Zdjęcie0084 Zdjęcie0083