Dzisiaj podzielę się z wami moją PASJĄ do jedzenia, smakowania, delektowania się tradycyjnym jadłem, sporządzonym według „przepisów babć i prababć”, pieczołowicie przechowywanych i przekazywanych ustnie bądź w zapiskach z pokolenia na pokolenie. Prym w tym wiodą kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich, które kocham za ich trud zbierania, archiwizowania spuścizny pokoleniowej; skarbów – przepisów z pietyzmem zachowanych przez zapobiegliwe ówczesne gospodynie. Przywracają one niezapomniane smaki dzieciństwa (ach, te hałuszki, proziaki, zacierki, kołduny, mamałyga, swojski chleb pieczony u  babci w specjalnym piecu chlebowym – to moje „zapiski” szczęśliwego dzieciństwa), przestrzegają tradycyjnych receptur i  tworzą nowe przepisy będące kontynuacją pomysłowości i inwencji przodków. To są przepyszne rzeczy !!!! Często wykorzystując lokalne, uprawiane na danym terenie płody ziemi, potrafią wyczarować z nich cuda, wznieść się na absolutne wyżyny sztuki kulinarnej. Nigdy nie zapomnę smaku tortu z fasoli – w życiu byście nie powiedzieli, że to warzywo jest podstawowym składnikiem przepisu. Smakował wybornie! Te oryginalne, często jedyne w kraju wyroby są nagradzane na  „Festiwalach Smaku” organizowanych  w całej Polsce, prestiżowymi  tytułami przysmaku danego regionu, najlepszym produktem regionalnym czy ogólnopolsk ą  PERŁĄ – nagrodą w corocznym konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”.  Te wyroby muszą najpierw zostać wpisane na Listę Produktów Tradycyjnych , a jednym z warunków ich tam zamieszczenia jest co najmniej 25- letnia, udokumentowana tradycja wytwarzania. To właśnie KGW zawdzięczamy wyjątkowe przepisy, które  posiadają specyficzny charakter oraz niezwykłe walory smakowe, są wytwarzane z określonym ceremoniałem, a ich niepowtarzalny smak jest coraz bardziej doceniany przez klientów odwiedzających imprezy promujące żywność tradycyjną i lokalną. Coraz więcej konsumentów docenia jakość i unikalność tych wyrobów. I właśnie uczestnictwo na takich imprezach jest moją wielką pasją. Jeśli są blisko mnie, zawsze jestem obecna! Ostatnio byłam na prezentacji jadła kresowego. Czego tam nie było!  Stoły uginały się od wybornych specjałów; mnie szczególnie zachwyciły naleśniki z grzybami, kaszą jaglaną i cebulą, sałatka Matrioszka z łososiem, bliny gryczane z kwaśną śmietaną ( ja polewałam sobie fantastycznym sosem śliwkowym z polędwiczek). Spróbowałam gulaszu z dzika – mój debiut kulinarny – całkiem, całkiem (wiecie, że dziczyzna to najzdrowsze mięso?), pierwszy raz zjadłam kawior ( trochę mnie rozczarował….). Chwalono cepeliny z kapustą zasmażaną, mięsne watruszki z bryndzą, farmuszkę – polewkę piwną, smalczyk z jabłkami, który rewelacyjnie mi smakował z razowym, przepysznym chlebem! Dania uzupełniały deski przeróżnych mięsiw, pasztetów i salcesonów – nie dla mnie……. . Ja pełnię szczęścia ucztowania i smakowania miałam w makowcu ( to moja ukochany wypiek). Ten był dość słodki; jadłam go więc zagryzając ogórkami małosolnymi i kiełkami.

deska wędlin  naleśniki z kaszą jaglaną, grzybami i cebulkąbliny z kawioremdeska wędlinpierogibliny zapiekanemój talerz smakowitościnaleśniki zapiekane z fasolką szparagową watruszki z bryndząmakowiec i rabarbarowiecnóżki wieprzowe